poniedziałek, 12 listopada 2012

I.

- Patrzcie! Nieogary przyszły! - krzyknął jeden z grupki " tych popularnych".
- Tak?! To że jesteśmy w niższej klasie, to nie znaczy, że możecie nas wyzywać! - zaczęłam się kłócić.
Taak... Początek roku szkolnego, a ja już trzy razy byłam u dyrektorki.
- Panno Miles! Proszę nie wszczynać kłótni! - wrzeszczała dyrektorka.
- Ale to nie ona! - usłyszałam znajomy głos - To nie ona zaczęła tylko Jasper!
Z tłumu wyłonił się Mike. Uśmiechnęłam się na jego widok. Tak automatycznie.
- Dziękuję - szepnęłam.
- Dobrze, a więc do mnie przyjdzie Jasper. - powiedziała dyrektorka i odeszła. 
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - krzyknęłam i rzuciłam się na szyję Mike'owi.


•••••• czterdzieści minut później ••••••

Nudzę się... Normalnie koszmar. Na biologii zawsze tak mam.
Zadzwonił dzwonek. Nareszcie koniec lekcji. Ta była ostatnia.
Poszłam do szatni po kurtkę, a za mną cała banda moich kotów. 
Tak nazywam chłopaków z klasy, bo jak mam coś słodkiego w szkole to zejdą się wszyscy się w kilka sekund i będą prosić nad głową " daj trochę!" itp.
Nie ważne... Wzięłam kurtkę i kierowałam się w stronę wyjścia. Zaczepił mnie Mike.
- Jak tam z twoją mamą? Już lepiej?- wypytywał mnie.
- Tak już lepiej z nią - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Masz bardzo ładny uśmiech, wiesz? - powiedział i zawstydził się.
- Dziękuję. Pierwszy mi to mówisz. - odpowiedziałam i zarumieniłam się lekko.

Szliśmy przez chwilę w ciszy, ale nasze milczenie przerwał Mike.
- A co do tego popołudnia u mnie w domu... - zaczął.

- Ja przepraszam... Nie powinnam - przerwałam mu - Wybacz, ale muszę już iść.

Skierowałam się w stronę opuszczonej stacji kolejowej, tylko tam mogłam spokojnie pomyśleć.

••••••••••••••••••
Krótki trochę, ale brak weny...
Mam nadzieję, że jeśli ktoś to czyta to  skomentuje.
Bohaterów dodam niedługo. Bardzo możliwe, że bez zdjęć, ponieważ żadnych odpowiednich nie mogę znaleźć, a osoby na podstawie których tworzyłam postacie niestety nie zgadzają się na wstawienie ich zdjęć...

 

czwartek, 1 listopada 2012

Prolog

Stanęłam koło niego i lekko się popatrzyłam w jego stronę.
Uśmiechnął się do mnie. 
To uczucie w środku - nie do opisania. Boski miał uśmiech.
Odpowiedziałam mu najładniejszym uśmiechem na jaki mogłam się wysilić. Nogi zrobiły mi się jak z waty. Chciałam usiąść na ławce przy przystanku,
ale nie widziałam już nic... Ciemność.
••••••jakiś czas później••••••
Leżę na kanapie. Rozglądam się. Nagle do pomieszczenia wchodzi postać. Widzę ją, a raczej jego coraz dokładniej. To Mike, jestem u niego w domu. 
Podchodzi do mnie z dwoma kubkami gorącego kakao i stawia je na stoliku.
-Lepiej już się czujesz? - spytał troskliwym głosem.
-Trochę tak... - odpowiedziałam -Co się właściwie stało?
-Zemdlałaś na przystanku. Pomogłem ci i zadzwoniłem po kolegę,który przywiózł nas do mnie.
Upierałaś się, że pójdziesz do siebie i że dasz radę.
Widocznie musiałaś być wyczerpana, bo po chwili zasnęłaś na kanapie.- powiedział podając mi kubek z kakao- Masz napij się, to cię rozgrzeje.
Zauważyłam, że jestem pod trzema kocami i nadal trzęsę się z zimna. 
- Dziękuję- powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Po chwili poczułam jego rozgrzane usta na moim zmarzniętym policzku.
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Ja.. przepraszam... - powiedział rumieniąc się. 
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
Byłoby cudownie gdyby nie mój telefon... Akurat teraz musiał zadzwonić?!
Odebrałam zdenerwowana.
- Halo?!
- Charlotte Miles?
- Przy telefonie. Coś się stało?
- Twoja mama jest w szpitalu...