czwartek, 1 listopada 2012

Prolog

Stanęłam koło niego i lekko się popatrzyłam w jego stronę.
Uśmiechnął się do mnie. 
To uczucie w środku - nie do opisania. Boski miał uśmiech.
Odpowiedziałam mu najładniejszym uśmiechem na jaki mogłam się wysilić. Nogi zrobiły mi się jak z waty. Chciałam usiąść na ławce przy przystanku,
ale nie widziałam już nic... Ciemność.
••••••jakiś czas później••••••
Leżę na kanapie. Rozglądam się. Nagle do pomieszczenia wchodzi postać. Widzę ją, a raczej jego coraz dokładniej. To Mike, jestem u niego w domu. 
Podchodzi do mnie z dwoma kubkami gorącego kakao i stawia je na stoliku.
-Lepiej już się czujesz? - spytał troskliwym głosem.
-Trochę tak... - odpowiedziałam -Co się właściwie stało?
-Zemdlałaś na przystanku. Pomogłem ci i zadzwoniłem po kolegę,który przywiózł nas do mnie.
Upierałaś się, że pójdziesz do siebie i że dasz radę.
Widocznie musiałaś być wyczerpana, bo po chwili zasnęłaś na kanapie.- powiedział podając mi kubek z kakao- Masz napij się, to cię rozgrzeje.
Zauważyłam, że jestem pod trzema kocami i nadal trzęsę się z zimna. 
- Dziękuję- powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Po chwili poczułam jego rozgrzane usta na moim zmarzniętym policzku.
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Ja.. przepraszam... - powiedział rumieniąc się. 
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
Byłoby cudownie gdyby nie mój telefon... Akurat teraz musiał zadzwonić?!
Odebrałam zdenerwowana.
- Halo?!
- Charlotte Miles?
- Przy telefonie. Coś się stało?
- Twoja mama jest w szpitalu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz